Print

Dogoterapia - wspiera wszechstronny rozwój dzieci

Written by Super User. Posted in Uncategorised

Jest środa i wybieram się z moim pomocnikiem psem Ayą do pracy. Do pracy z psem? Otóż tak, prowadzę już 11 lat zajęcia z dziećmi potrzebującymi naszej pomocy i wsparcia w pokonywaniu swoich ograniczeń i trudności. Ostatnie przygotowania, wychodzimy z domu i na przystanku autobusowym wsiadamy do nadjeżdżającego autobusu, a tam witają nas stali pasażerowie, nasz „fan klub”. Wiedzą gdzie jedziemy i to wzbudza ich wielką sympatię do nas. Po chwili dobiega końca nasza podróż, wysiadamy z autobusu, idziemy na spacer a później wchodzimy do budynku. Na korytarzu znów powitanie, tym razem witają nas uśmiechnięte buzie dzieci i ich rodzice. Każde z nich spieszy się by dotrzeć i być blisko nas, słyszę wołanie. „Aya , Aya już przyszła…” Po chwili rozpoczynam cykliczne zajęcia i zapraszam kilkoro dzieci do sali, kolejne powitanie, każde dziecko po kolei wita się z innymi dziećmi i z psem. Zaczynamy od wierszyka. Dzieci wskazują swoje części ciała i pieska, to tylko rozgrzewka, teraz dopiero rozpoczynamy zabawę. Zaraz, zaraz – co dzisiaj mamy w planie?, Doskonalenie koordynacji wzrokowo – ruchowej, orientację w schemacie ciała… dla każdego dziecka jest zaplanowane ćwiczenie wspierające jego prawidłowy rozwój.

Uczestnicy zajęć kładą kolorowe piłeczki w różnych częściach sali, następnie ustawiają się w szeregu a Aya na wydaną komendę przynosi je i oddaje dzieciom. Każde odbiera swoją piłeczkę, określa jej wielkość i kolor. Obserwuję ożywienie, oklaski, dzieci spontanicznie głaszczą psa.

Nie każde dziecko wykonuje polecenie prawidłowo, Mateusz wydaje komendę niewyraźnie a Asia ma problemy z położeniem piłeczki, ale to nic, Aya tego nie zauważa, dlatego dzieci bez skrępowania ponawiają ćwiczenie. Aya idzie odpocząć a ja z dziećmi układamy dla niej wieżę z kubeczków, od największego do najmniejszego. Ale najpierw trzeba rzucić dużą kostką do gry i do kubeczka odliczyć tyle karmy ile wskaże kostka. Zaczynamy liczenie, dodawanie, układanie…, nareszcie wieża gotowa. Teraz budujemy bramkę z piankowych elementów, a kto będzie bramkarzem? „Aya, Aya” – wołają dzieci. Następują rzuty karmą do bramki w której już siedzi pies i znowu liczymy ile udaje się wrzucić goli, a ile jest obronionych rzutów – „smaczne gole” zapewne myśli Aya. I tak znika nasza wieża.

Dzieci są uradowane, przecież każde z nich wrzuciło gola do bramki, uśmiechają się i są szczęśliwe. Aya posłusznie wraca na swoje legowisko. „Jeszcze skarby, skarby” – woła Wiktoria. „Będą na zakończenie zajęć”- odpowiadam. Teraz dzieci wybierają z pudełka ciasteczka w kształcie zwierzątek, każde ma wybrać inne, następnie kładą je na kartce papieru i obrysowują kontury zaznaczając oczy, uszy, nos i inne części ciała. Kto potrafi samodzielnie podpisuje jego nazwę, innym pomagam podpisać. Każde dziecko patrzy na swoje zwierzątko i leżącego psa, znajduje różnice i podobieństwa pomiędzy nimi. Następnie dzieci podają z dłoni ciasteczka psu. „Pyszne ciasteczka, zjem wszystkie” – myśli Aya.

W kolejnej zabawie dzieci biorą z pudełka smakołyki dla psa o różnym kształcie, kładą je na swoich częściach ciała i wołają psa który je zjada. Największa jest radość gdy smakołyk leży na brzuchu dziecka, „cudne łaskotki” - śmieją się dzieci. Pora na wyciszenie i relaks, siadamy w kole, Aya leży w środku. Czytam bajkę o piesku Bobiku i jego przygodach, dzieci zasłuchane, przytulają się i głaszczą psa. Teraz one próbują opowiedzieć co przydarzyło się Bobikowi i czy Ayi tez mogłyby się przytrafić takie przygody, wymyślamy inne zdarzenia.

No dobrze, teraz zabawa w skarby. Dzieci z kuferka w którym są rożne przedmioty wybierają po jednym, nazywają go, podają jego cechy i do czego służy, następnie chowają w sąsiedniej sali. Kolejne zadanie jest dla Ayi, na komendę „szukaj” wbiega do sali obok i odnajduje pozostawione przedmioty. Dzieci je odbierają i z powrotem chowają do kuferka, sprawdzają czy któregoś nie brakuje, ale są wszystkie, Aya nie przeoczy żadnego – brawa, dzieci się cieszą, że znalazła wszystkie.

Dzisiejsze zajęcia dobiegają końca. Dzieci podchodzą i żegnają się „iskierką”, uściśnięciem dłoni z wszystkimi uczestnikami i Ayą. „Do następnego razu” – Mateusz całuje psa w głowę – jest wzruszająca atmosfera. Ale jeszcze pociąg, tak kończymy zajęcia. Dzieci dopinają smycz do kolejnej smyczy, każde swoją, a Aya jest na początku to „lokomotywa”, a ja i dzieci „wagoniki”. Wyjeżdżamy z sali, na korytarzu czekają rodzice. Odpinają się kolejne wagoniki, dzieci jeszcze raz żegnają się z nami, wracają do domu. „ Do zobaczenia Ayunia” – woła Małgosia.

Ja z Ayą wracamy do sali, głaszczę i przytulam mojego wspaniałego pomocnika psa, bohatera każdego spotkania, daje jej ulubiony smakołyk, dziękuję, że jest. Przede wszystkim, że jest pomocna tym dzieciom, nieśmiałym, nadpobudliwym z różnymi dysfunkcjami i problemami emocjonalnymi, gdyż swoim oddaniem, cierpliwością i spokojem potrafi zaspokoić potrzeby każdego z nich. Wracamy do domu, za kilka dni kolejne spotkanie z innymi dziećmi, inne ćwiczenia i zabawy, kolejne wyzwanie dla nas.

Czy zajęcia dogoterapii uleczą chore dzieci? Tego nie wiem, ale wiem, że na pewno wpływają pozytywnie na ich samopoczucie, przynoszą radość i uśmiech, dają poczucie akceptacji. Wpływają pozytywnie na ich rozwój emocjonalny, poznawczy, ruchowy. Wspierają je i motywują do działania, by lepiej radziły sobie w otaczającym świecie - i o to przecież nam chodzi.

Artykuł ten dedykuję moim wspaniałym psom terapeutycznym Rajce i Ayi – bohaterce tej opowieści.

 

 

  Grażyna Tarnowska